Dziennik miotu L

30.06.2020
Nasza pierwsza ciąża Lemowa rozpoczęła się 9.05.2020 w czasie kwiatowej pełni. Po tym jak trochę uspkoił się ten dziwny covidowy czas.
Dziś jest 53 dzień ciąży, w badaniu RTG i USG została potwierdzona obecność 8 zdrowych(praca serduszek,wielkość główek),witalnych szczeniąt. Na ten moment nie ma wskazań do cesarki, mama i dzieci czują się dobrze, jelita jeszcze nie wykształcone tzn ,ze porodu możemy spodziewać się nie wcześniej niż za 7 dni. Mamy nadzieję ,ze rozwiazanie nastąpi w dniach 10/11.07 tj wskazuje kalendarz ciąży by Monika Tusanova. Progesteron wysoki, ostatnie szczepienie p.Herpes wykonane, stado włącznie z kotem odrobaczone.Jesteśmy już przygotowani i czekamy.Lema zmieniła swoje przyzwyczajenia i najchętniej poleguje na podłodze, wyglada jakby na legowiskach było za ciepło, w kojcu jeszcze nie dość swojsko-pracujemy nad tym tzn ja pracuję i śpię z nią razem,żeby mogła jak zwykle przytulić się do mnie, a nie musiała wskakiwać na łóżko ,no i oswoiła się z kojcem. W kojcu leży specjalna kołdra dla naszej „Material Girl”, która kocha komfort i bez kołderki ani rusz.Lema nie miała nudności na poczatku ciąży i cały czas ma wyśmienity apetyt, mięsko znika raz dwa .


02.07.2020


W nocy nad Poznaniem szalała burza . Spałyśmy we trzy z Tosią i Lemą w kojcu, z tym ,że Lema kręciła się po pokojach,zalegajac tu i tam . Dziś 55 dzień ciąży, brzuszysko już ogromne. Po jedzeniu kiedy sunia odpoczywa można wyczuć ruchy szczeniąt przykładając delikatnie rękę do brzuszka i nie są to ruchy słabiutkie, tylko spore przesunięcia i wydaje mi się, że lekkie wykopy. Jesteśmy już naprawdę gotowi, wszystko mamy pod ręką, oprócz kojca z materacem: lampa-kwoka,podkłady, tetra,gaza, zestaw porodowy z nitkami, spirytusem, zakraplaczem, znaczniki,ręczniczki do osuszania, no i waga. Numery i kontakty do grupy wsparcia też gotowe, scenariusze przećwiczone. Mierzymy Lemci temperaturę rano i wieczorem i czekamy .


5.07.2020
58 dzień ciąży. Wczoraj na jednym sutku pojawiła się kropla mleka, w nocy Lema zwiedzała ogród jakby nigdy nic, ja półprzytomna razem z nią. Kiedy Lema wstaje w nocy budzę się od razu, jak przy dziecku, nasłuchuję. Dajemy jeść trzy razy dziennie,dwa posiłki Lema je razem z Labem, w trakcie trzeciego oszukujemy naszego samca kongiem wypełnionym smakami. Nie chcemy po zakończeniu ciąży mieć w domu 60 kilogramowego rodezjana.
Od jutra poród może nastąpić w każdej chwili, cały czas mamy nadzieję, że jednak rozwiązanie nastąpi bliżej 10tego lipca .

8.07.2020
Lema zaczyna być niespokojna, a w czasie wieczornego pomiaru temperatury okazuje się ,ze temperatura spadła. Termometr pokazuje 37,1 st C , zamiast cowieczornego odczytu 38,1 i więcej . Otrzymuje dramatyczny telefon od rodziny . Powiało grozą .Po powrocie z pracy mierzę temperaturę sama, ale jest nieubłagane 37,1st C i ani pół stopnia więcej. Śpię razem z Lemą w kojcu, a właściwie przemieszczam się z nią po domu i ogrodzie. Co chwilę wychodzimy na dwór i Lema zajadle kopie wśród iglaków. Wracamy ok 3ciej, na chwilę obie zapadamy w krótką nerwową drzemkę.
9.07.2020
O godzinie 4.55 po brdzo krótkiej nocy Lema budzi mnie chodząc po mnie i rozkopując z werwą kojec. Podnoszę się chwiejnie i widzę ,ze ma silny skurcz. Wszczynam alarm, budzę męża i córkę, w tym czasie Lema wybiega z kojca i z gracją ląduje na naszym łóżku. Po dramatycznych negocjacjach, schodzi z łóżka i bardzo pewnie włazi do legowiska Labone, który został szybko wyprowadzony na piętro, żeby tam poczekał i nie przeszkadzał.
W legowisku ojca miotu zaczyna się poród. Uspokajamy sunię, przemawiamy, głaszczemy, „idą ” silne skurcze, coraz silniejsze, ale bez efektu. wtedy wymiękamy i dzwonimy doAgi, a potem do Izy . Obie Dziewczyny wspomagają nas przez telefon . Jest 5.20. Atmosfera jest trochę nerwowa, ale staramy się ,żeby Lema tego nie zauważyła. O 5.30 rodzi się pierwszy szczeniak, jak się okazuje -panna, dostaje żółtą niteczkę. Trochę niezgrabnie, odcinamy i zawiazujemy pępowinę, udrażniamy gruszką górne drogi oddechowe, osuszamy maluszka i przystawiamy do sutka. Mała jest trochę oszołomiona, nie chce ssać, Lema trąca ją nosem i w końcu maleństwo zaskakuje . O 5.40 na świat pcha się kolejna dziewczyna-duża i spokojna-czerwona, nie ma problemu ze ssaniem . Agnieszka przez telefon woła żeby wyprowadzić Lemę na dwór, Antosia wyprowadza ją przed dom, wracają i o 6.39 rodzi się najmniejsza z miotu ale też najruchliwsza zielona .Po niej jeszcze 3 dziewczyny…zaczynamy się zastanawiać, czy dobrze sprawdziliśmy płeć szczeniąt. Iza radzi żebyśmy przysłali zdjęcia i wtedy, rodzi się beżowy…Kadr jak w Seksmisji. O 14.23 na świat przychodzi drugi chłopak-pomarańczowy . Wydaje nam się ,ze po wszystkim . W badaniu USG i RTG pani doktor widziała 8 szczeniąt . Ja muszę jechać do pracy, rodzina dzielnie ogarnia rzeczywistość . O 18stej dostaję telefon,że o 17.30 pojawił się dzielny ,ostatni wędrowiec-seledynowy. Rodzi się w worku,ale jest słaby, znacznie słabszy od rodzeństwa . Walczymy o malucha , na zmianę masujemy, nagrzewamy, podajemy do pyszczka po kropli glukozę i mleko. Mały nie chcę ssać . Całą noc siedzimy z Tosią w kojcu, na zmianę pilnując mamusi i kolorowej gromadki . Seledynowy leży pod lampą, przez sen rusza nóżkami. Mówię do niego: słuchaj mały , żebyś sobie nie myślał,że nie czekaliśmy na ciebie. Walcz, proszę …


10.07.20
Po dwóch nieprzespanych nocach padam na twarz, reszta zespołu miała trochę lepiej ,ale też z ledwością łapią pion . Z rana przyjeżdża moja mama, Lema kocha babcię . Babcia siada przy kojcu ,głaszcze i przytula Lemę, po czym przystawia seledynowego do sutka i….maluch ssie . Jeszcze boję się cieszyć ,ale zaczynam mieć nadzieję. Dziś w kojcu dyżuruje Paweł.
11.07.20
Ostatni dzień w pracy przed urlopem . Rodzina na stanowisku . Pralka i suszarka cały czas włączone, Lema ma apetyt, dzieciaki przybierają na wadze. Ważymy z rana i wieczorem. Wszystkie przybierają na wadze, seledynek też . Co za radość :). Jutro pierwsza sesja fotograficzna, pokażemy jakie maluchy są piękne, jakie mają pręgi. Istne pręgusy.

15.07.20
Sytuacja bez zmian, maluchy śpią i jedzą . Lema jest bardzo ofiarną mamą, wychodzi już sama z kojca nie trzeba jej wyciągać, ale bardzo szybko wraca i wygląda jakby przeliczała maluchy. Codziennie rano i wieczorem ważymy maluszki, największy jest pomarańczowy chłopak, dziś rano ważył 820g i prawie podwoił swoją wagę urodzeniową. W nocy raczej śpimy,ale Lema wychodzi, idzie załatwić się do ogrodu, napić potem wchodzi do kojca, koniecznie musi przytulić się do mnie. Czuwam żeby nie połozyła się na żadnym z maluchów. Wstajemy ok 8.00 Lema zjada pierwszy posiłek, ważymy szczeniole. Mamcia i dzieci dosypiają, a ja idę do kuchni szykować jedzenie, rozbudzam się i chociaż najczęsciej obiecuje sobie ,że dośpię ,nic tego nie wychodzi. Dzisiaj włączyłam komputer żeby uzupełnić wpis w tym dzienniku, ponieważ głowa mi ciążyła przyniosłam sobie szklankę coli. Zaczęłam pisać .Po chwili zeszła z góry Tosia żeby zrobić sobie kawę, poszłam więc za nią, chwilę porozmawiałyśmy. Wyszłam z kuchni, wróciłam przed komputer z….kolejną szklanką coli. Lema schudła wyraźnie, zwiększamy ilość jedzonka.Mam nadzieję przybierze trochę na wadze ,a w wieczornym ważeniu maluchów też będzie to widoczne. W tym wszystkim zapomniałam napisać jak w sytuacji odnalazł się Labone . W czasie porodu i dzień po, przebywał na górze u Tosi, kiedy zszedł i wszedł po raz pierwszy do pokoju gdzie znajduje się kojec Lema zawarczała i rzuciła się w jego kierunku. Stopniowo następowało oswajanie sytuacji. Labone nie przekraczał progu pokoju w którym przebywa mama z dziećmi, zaglądał tylko przez uchylone drzwi, od wczoraj dostał od Lemy pozwolenie na wejście, dyskretnie przemyka obok kojca i sadowi się w fotelu obserwując szczenięta . Razem z Lemą wychodzą na dwór i wczoraj po raz pierwszy Lema próbowała zachęcić Laba do zabawy, oczywiscie tonujemy te zapędy .

17.07.20

Od wczoraj u nas zmiany . Lema przestała obsesyjnie pilnować szczeniąt, wychodzi z kojca, wchodzi na fotel i obserwuje maluchy, faktycznie z wysokości fotela lepiej widać. Oczywiście biegnie do nich za każdym razem kiedy wraca z dworu i kiedy któryś głośno płacze, ale generalnie zaczęła wychodzić z założenia, że człowieki świetnie sobie radzą. To są oczywiście jej szczenięta, Labone może spojrzeć, ale z daleka i wczoraj zbliżył się za bardzo co spowodowało reakcję suni. Labo to bardzo mądry i zrównoważony psiak, odnoszę wrażenie, że wszystko rozumie, szanuje humory Lemci jest nienachalny, a kiedy mówię mu: Labo masz synów, masz trzech synów-patrzy na mnie tymi swoimi mądrymi oczami i przekrzywia głowę z wyrazem zaciekawienia na rudej mordusi. Wczorajszej nocy Lema stwierdziła ,ze skoro pańcia leży w kojcu i pilnuje maleństw to ona może w końcu wrócić do łóżka do swojego pańcia i rozwalić się po całości jak za starych czasów. Budziłam się kiedy jakiś maluch piszczał i wołałam szanowną mamuśkę, która i owszem przychodziła i łaskawie dawała cyca.
Maluchy są coraz bardziej tłuściutkie i wydaje mi się ,że kształtują się charakterki . Żółta-jest duża, urodziła się pierwsza, nie miała największej wagi,ale przybiera fantastycznie, jest indywidualistką, do spania układa się sama, lubi wtulać się w moją szyję. W porze karmienia energicznie przepycha się do sutka. Czerwona-spokojna lubi przytulasy z innymi szczeniolami, przybiera nie tak dobrze-pilnujemy. Fioletowa-jest duuuża, dziś odnotowaliśmy kilogram na wadze, niesamowicie głośno krzyczy kiedy głodna.Niebieska-bardzo spokojna i duża jak Fioletowa, też osiągnęła dziś kilogram. Różowa-koleżanka czerwonej, najczęściej razem śpią i tulą się do siebie, mamy jeszcze dwie takie pary-chłopcy-Beżowy i Pomarańczowy. Byli najwięksi przy porodzie ,teraz dziewczyny ich wyprzedziły, niewiele ale jednak. Beżowy to też synuś mamusi, uwielbia tulić się do Lemowego pyszczka. No i ostatnia wyjątkowa para-Seledynek i Zielona . Seledynek tj pisałam urodził się ostatni i słabiutki, tej pierwszej nocy kiedy walczyliśmy o niego Zielona ciągle gramoliła się tam gdzie leżał i tuliła do niego swoim malutkim ciałkiem, jest najmniejsza z miotu ale dzielnie przybiera na wadze. Seledynek odzyskał wigor i chęć do życia, Zielona jest bardzo ruchliwa, jest malutka, ale jakaś taka udana i pełna w swoim ciałku. Razem z Seledynowym bratem razem śpią, razem leżą przy sutku. Mam nadzieję, że jutro kilka razy zapowiadana sesja dojdzie do skutku. Być może w weekend maluchy otworzą oczy ?

20.07.20

Faktycznie szczeniaki zaczynają otwierać oczy, w tej chwili -żółta, niebieska i czerwona, wyraz pyszczka się nie zmienia . Maluchy widzą światło, jeszcze nie rozpoznają siebie na wzajem. W sobotę Lema zaczęła trochę uciekać z kojca, wnikliwe śledztwo ujawniło, że pazury maleństw są już całkiem duże i ostre, w trakcie picia maluchy ugniatają sutki, stąd awersja matki do karmienia . Trzeba było założyć okulary,wziąć delikatne nożyczki i zabrać się do pracy. W sumie obcięłam 162 pazurki…ufff, ale opłaciło się -Lema wróciła do regularnego karmienia . W weekend rodzina odciążyła mnie w nocnym stróżowaniu przy maleństwach, wyspałam się w łóżku. Generalnie nie śpimy już w kojcu, nie zwieszamy się nad kojcem z fotela, tylko śpimy na materacu koło kojca . Lema jest bardzo delikatna, zgrabnie wchodzi do kojca i układa się tak aby nie zrobić krzywdy dzieciom, ale karmienie w nocy jest na porządku nocnym(bo chyba nie dziennym), trzeba pilnować ,dostawiać te maleństwa, które przybrały najmniej. Za to przy rannym ważeniu można mieć satysfakcję .Lema je 5 pełnowartościowych, wysokobiałkowych posiłków dziennie ,wzbogaconych witaminami, ma apetyt, po jedzeniu wychodzi na dwór i potem pędem do kojca,nakarmić progeniturę. Miło patrzeć, bo szczeniolki wyglądają jak maleńkie kluseczki . Labone natomiast obserwując całą tę sytuację z oddali doszedł chyba do wniosku, że w końcu to też jego dzieci, musi więcej jeść i dyżurować przy nich. Przy każdym karmieniu Lemci on dopomina się o swoje i coś tam mu zawsze skapnie, aczkolwiek zauważyłam, że też się troszkę zaokrąglił, więc staram się ograniczać te zapędy, bo będziemy musieli zacząć go odchudzać

.

23.07.20

Już wszystkie maluchy mają otwarte oczy, na razie reagują tylko na światło,ale pomału zaczynają wchodzić w interakcje ze sobą i z mamą. Obwąchują jej pyszczek ,liżą, jednak większość dnia przesypiają. Kiedy nie śpią wędrują po kojcu, chwiejnym krokiem starając się trzymać głowę wysoko, czasem towarzyszy temu głośna wokaliza. Bardzo często wędrują w pobliże błękitnego misia, którego kupiłam razem z innymi poduchami i będę chyba musiała jeszcze kilka takich misiów zakupić. Maluchy tulą się do micha, włażą pod niego. Na początku miś należał tylko do Seledynka, a teraz dołaczyła reszta rodzeństwa i cały czas jakaś ruda klucha śpi na nim. Wczoraj Lema wyszła na pierwszy swój spacer poza posesje, dotychczas wychodziła tylko na ogród-krótka przebieżka w okolice altany i iglakowego ogródka i szybki powrót do dzieci, a wczoraj przez pół godziny czarowała Tosię, która szykowała się na spacer z Labem, no i zaczarowała. Spacer był krótki ,ale dzielna mama zdołała zaprowadzić w tym czasie ponownie porządek na osiedlu:). Jeśli pogoda się poprawi i w weekend lipiec będzie lipcem, po raz pierwszy wyniesiemy maluchy na chwilę na dwór. Od piątku mamy też zaplanowany montaż szczeniaczkowego ogródka.

26.07.20

Od wczoraj pogoda duszna i burzowa . Przed południem słoneczko . Wczoraj maluszki po raz pierwszy miały okazję powąchać świeżego powietrza . Leżały sobie w materiałowej klatce, osłoniete od słońca i wietrzyka, popiskiwały. Dziś powtórzyliśmy to doświadczenie, żółta, fioletowa,pomarańczowy i beż wyszły poza klatkę i spokojnie eksplorowały niedalekie okolice. Trochę to było na pewno stresujące, bo przyniesione do domu padły w kojcu, jak po dalekiej wycieczce .Co ciekawe Labone siedział cały czas przy maleństwach, na dystans rzecz jasna i pod czujnym okiem Lemy, szczeniaki nieśmiało obwąchiwały tatę. Maluchy mają już dobrze otwarte oczy i uszy, są wrażliwe na dźwięki i dziś zauważyłam ,że zęby wyrzynają się na całego. Myślę, że szczeniaki czeka powolne i nieuchronne rozstanie z cycusiem, bo obcinanie pazurków już na niewiele się zdaje. Lema troskliwie dogląda maluchów ,ale karmienie zaczyna być wyzwaniem . Chcielibyśmy do środy utrzymać karmienie mlekiem matki i powoli zaczniemy dokarmiać .

29.07.2020

Wróciłam do pracy ,wartę przy maluchach przejął mój mąż, następna w kolejce jest Tosia . Maluszki jakby przeczuły tę zmianę i w nocy z niedzieli na poniedziałek dały czadu na maksa, alarm włączał się co dwie godziny . Z oczami na zapałkach pojechałam do pracy . Po południu w szczeniaczkowym ogródku zasnęłam na trawie . Zaczęliśmy wprowadzać dodatkowy posiłek, za radą jednej z hodowczyń -surową wołowinę w kuleczkach, bardzo śmiesznie było ogladać maleńkie mordusie próbujące poradzić sobie z maciupką kropką mięsa . Wyraz jaki miały te małe pyszczki kiedy poczuły, że nie tylko mleko mamy jest super-niepowtarzalny. Poniżej zdjęcia z tego wiekopomnego wydarzenia .
Całe dnie szczeniaki w towarzystwie rodziców spędzają w swoim pięknym ogródku, który jest ciągle dopracowywany, okazuje się, że trawa nie jest taka straszna, słoneczko łagodnie operuje, wietrzyk owiewa-wieczorem w kojcu panuje cisza, wszystkie, wcześniej zważone zasypiają natychmiast . Najodważniejsza była Żółta-najwidoczniej-trendsetterka, to ona pierwsza wyszła z klatki, za nią reszta przekonała się do tego pomysłu.
Dziś też odbyło się pierwsze odrobaczanie.

1.08.20

Wczoraj zaliczyłam kolejną ciekawą noc, poszłam spać późno, Lema nie karmiła wieczorem, około 4.30 maluchy zakwiliły, Lema popędziła do kojca. Przeszła się między szczeniakami próbującymi dosięgnąć sutków, usiadła na chwilę, po czym wystrzeliła jak z procy i uciekła z kojca. Papisie mają już naprawdę spore ząbki i robią z nich użytek, w piątek wieczorem nie miałam już siły obciąć pazurków, sądzę ,że to te dwie kwestie zaważyły ostatecznie na podejściu suni do karmienia , zaczął się czwarty tydzień szczeniaków, trudno się dziwić . Maluchy rozbudzone nie chciały spać, więc leżałam w kojcu, masowałam brzuszki, głaskałam i nuciłam podsłuchane kiedyś: lali, lali, papi papi :). Szczeniole posnęły, poszłam do kuchni, żeby napić się wody i wtedy z pracowni mojego męża dobiegło mnie wściekłe miauczenie Prezesa. Pomyślałam sobie-wypuszczę go,pójdzie w ogród, będzie spokój, ale Prezes zdecydował, że najpierw śniadanko. Powlokłam się do spiżarni po prezesowskiego Gourmeta(uwielbia) i czekałam, aż łaskawca się naje…Teraz myślałam idę się wyspać.

Maluchy podniosły larum o 8.00, trzeba było szybko szykować mleko, bo rodzicielka odmówiła współpracy z pręgowanymi gremlinami . Pojechałam do Lidla, bo kończy nam się mięso, a zamówione przyjedzie dopiero w połowie tygodnia. Spojrzenia ludzi, przy kasie taksujące wypełniony mięsem wózek(no nie tylko mięsem, ale jednak) i moje wymęczone spojrzenie -bezcenne. Ciekawe jakie mieliby miny gdybym powiedziała, że od 3 miesięcy nie jem mięsa .
Przywiozłam serek-maluchy zakochały się w serku, a potem jeszcze w rosołku z mielonym indykiem. Oczywiście cały dzień spędziliśmy w szczeniaczkowie-było cudnie. Maluszki są już takie kontaktowe-są pierwsze interakcje, warczenie, szczekanie, wskrabują się na kolana, kiedy siedzimy w trawie, tulą do szyi kiedy je nosimy. No i oczywiste stało się, że Fioletowa i Żółta to ekstrawertyczki,podobnie Niebieska. Czerwona i Różowa to takie córunie mamuni, wydaje mi się,że będą miały jej urodę, Zielona jest bardzo stanowcza i wie czego chce, ale nie wszczyna bójek . Seledyn ma nieograniczony apetyt, a Beżowy i Pomarańczowy to takie duże, spokojne chłopaki.

10.08.20

Dawno mnie tu nie było, ale też dzieje się u nas coraz więcej 🙂 . W czwartek 6tego sierpnia maluchy skończyły cztery tygodnie, rozpoczął się okres zabaw hierarchicznych i próby dominacji w stadzie . Mama wchodzi do kojca zobaczyć co się dzieje, wylizać maluchy, ale już prawie nie karmi. Wczoraj na chwilę wypuściliśmy stadko do sypialni, jedna z dziewczynek wlazła do legowiska Labone w którym rezydowała Lemcia i mieliśmy okazję zobaczyć cudną zabawę mamy z dzieckiem. Czułe podszczypywanki, wylizywanie, zaglądanie w oczy, prawdziwa, piękna relacja i to teraz najbardziej pasuje naszej suni . Od karmienia jesteśmy my.

Jest też tata-Labone, który ewidentnie strzeże stada i dyskretnie cicho powarkując dyscyplinuje maluszki, inna sprawa, że one wcale się tym nie przejmują. Ulubienicą Labone jest Żółta, tylko ona ma prawo delikatnie przytulić się do taty i to jest takie rozczulające-wygląda to jak kadr z Króla Lwa. Tyle romantyzmu, a poza tym jest też rzeczywistość .
Dzień rozpoczyna się rozkosznym piskiem ok 5.30 , półprzytomna szykuję mleko, w tym czasie mój mąż ogarnia kupy i rzekę moczu wokół kojca (w kojcu papisie już się nie załatwiają). Lema łazi i dogląda czy staramy się odpowiednio (jak to kiedyś ktoś mądry powiedział -to w końcu wy chcieliście szczeniaki, nie ona ). Maluchy wcinają , potem trochę przepychanek, bójek, warczenia i za chwilę wszyscy śpią . Po dwóch godzinach znowu raban, wjeżdża mielone mięsko, na tym maleństwa śpią trochę dłużej. Serek podajemy na dworze w Szczeniaczkowie , na obrusie stawiamy miski żeby resztki leżące w trawie nie wabiły much i os . Około 14tej podajemy obiadek-miks rosołku z indyka lub kurczaczka z ryżem-to ma wzięcie. Przed snem do wczoraj podawaliśmy mleko, czasem z namoczoną karmą, teraz musi być wsad-bo nie starcza żeby wypełnić brzuszki do rana . Oprócz tego cały dzień czas na przytulasy, jeśli nawet podpieramy się nosami, to spojrzenie w ich słodkie oczyska powoduje, że zmęczenie znika . Największym pieszczochem jest Żółta, ale najgłośniej pieszczot dopomina się oczywiście Fioletowa (ulubienica mojego męża) zwana też Fjolantą.

W sobotę maluchy miały pierwszą sesję zdjęciową, co tu napisać… było śmiesznie . Mój mąż nie mógł tym razem użyć swojego ulubionego sloganu pt-wyglądajcie swobodnie i naturalnie, bo szczeniolki są naturalne cały czas . Za to trzeba było się spieszyć, efekty naszych działań można obejrzeć na stronie hodowli na FB. Cóż… była to sesja próbna i planujemy kolejne.

W niedzielę…był ciężki dzień, chmury, rozmowy…ale też obdzieliśmy maluchy imionami, a dziś dojechały piękne obroże z Kudłaty Art . W czwartek szczepimy i czipujemy papisie. Będzie się działo-jak nie polegnę po drodze to wam wszystko opiszę

15.08.2020

W mijajacym tygodniu naprawdę maluchy nie próżnowały . W środę odwiedziły nas dzieci, bardzo grzeczne dzieci, bardzo grzecznie bawiły się ze szczeniakami i było miło do chwili gdy jeden mały gremlin zatopił zębiska w pulchnej rączce…Ciężko już tak sobie wejść do kojca, zwłaszcza mając gołe kostki, papisie uwielbiają obgryzać, kąsać,szarpać . Higiena jest też już coraz większym wyzwaniem, nie załatwiają się już co prawda w kojcu, ale za to z rozkoszą robią to wokół. I tu wkraczam ja naczelny gównolog w rodzinie, od lat przemierzam nasz ogród w poszukiwaniu psiego „urobku” . Tak swoją drogą gdybym tego nie robiła, nie sprzątała trudno by nam było żyć i swobodnie wylegiwać się na trawie. To ostatnie ostatnio nam nie grozi, roboty huk. W czwartek pojechaliśmy do weterynarza szykowania było co nie miara . Pani doktor zaszczepiła po raz pierwszy i zaczipowała nam maluchy, mają też już swoje gingerridge’owe imiona. W gabinecie maluchy zachowywały się wzorcowo-żaden nawet nie pisnął, zostały obejrzane, obmacane-zniosły to z godnością jak przystało na rhodesiany. Pani doktor stwierdziła, że dawno nie widziała tak grzecznych szczeniąt:)
Wprowadziła się do nas wiewiórcza rodzina, uznałam to za dobry omen, w końcu rude do rudego. Myślę jednak, że tak naprawdę zwabiła je tu obfitość żołędzi i orzechów. Żołędzie to dopiero będą, ale może wiewióry znają się na drzewach, zobaczyły wielki stary dąb z daleka i pomyślały-tu nam będzie dobrze. Czasem gdy na ogrodzie panuje cisza, słychać tylko świerszcze i powiew wiatru w koronach drzew można zauważyć rude futerko migające w susach po gałęziach . Tak więc wiewiórki przyszły do orzechów i w przeczuciu żołędzi, nasz kot przybłęda przyszedł do Tosi . Do kogo przyszła ropucha szara rezydująca pod schodami nie wiem, ale jak patrzę na swoje zdjęcia z sesji z papisiami to tak coś mi świta . Czas pędzi nieubłaganie, ale pewne sprawy nie mają już znaczenia dla mnie-na przykład wygląd. Tylko nie dotyczy to miotu L, a może jednak ?
Dziś już maluszki śpią, biegały po ścieżce socjalizacyjnej, a to bardzo męczące zajęcie, mam nadzieję, że jutro też będzie fajny dzień w Papisiowie, tym bardziej, że to dzień obcinania pazurków:)

19.08.2020

Dziś był piękny dzień dla naszej hodowli ! Najpierw odbył się odbiór miotu . Pan Sędzia Andrzej Jakubowski dokonał odbioru miotu w imieniu poznańskiego oddziału ZKwP . Dla nas to jak recenzja naszej pracy, ocena naszych starań . Sformułowanie dotyczące szczeniąt: „doskonale odchowane w doskonałej kondycji fizycznej i psychicznej ” bardzo dobrze wpłynęło na morale naszego zespołu hodowlanego (córka,mąż i ja), żeby nie powiedzieć, że wprawiło nas w doskonały humor .

Popołudniu natomiast listonosz przerzucił przez płot dwa tajemnicze rulony….które zawierały nie mniej nie więcej ale dyplomy Interchampiona dla naszej cudnej pary rodzicielskiej-Labone Mwine Makorikori i Aresvuma Ellema Maluwa .

Całe dnie maluch spędzają na dworze, zaczynają biegać, przemieszczają się dość szybko, trzeba mieć oczy dookoła głowy. Wokół domu mamy ścieżkę socjalizacyjną, która prowadzi do ogródka szczeniaczkowego czyli Szczeniaczkowa. Poniżej kilka zdjęć ilustrujących jak wygląda to miejsce. Mamy nadzieję, że dzięki temu przedsięwzięciu nasi malcy nie będą się bali niczego .

28.08.2020

W dniu wczorajszym nasze papisie skończyły 7 tygodni. Niewiarygodne jak ten czas płynie…dopiero się urodziły, a już niedługo opuszczą nasz dom, żeby wieść mamy nadzieje szczęśliwe życie w nowych domach ze swoimi nowymi rodzinami.

Dziś przyjechała do nas Pani Magda Waligóra-trener, behawiorysta, która przeprowadziła testy Volharda u naszych maluchów. Z wiadomych przyczyn nie mogliśmy w nich uczestniczyć, teraz czekamy na wyniki. Przyszli właściciele oczywiście poznają opinie dotyczącą ich maleństwa, wraz ze wskazówkami jak dalej postępować ze szczeniakiem,

W kojcu i w Szczeniaczkowie jest coraz weselej, trwają wojny podjazdowe, dzikie szarże i podstępne podchody. Dzieciaki warczą, gryzą, wywracają oczy, szarpią ogony rodzeństwa, jednym słowem tłuką się na całego. Czasem kojec trzeszczy i dzikie wrzaski niosą się po całym, starym domu. W takich momentach najczęsciej wkracza do akcji Lema i próbuje zapanować nad dziećmi . Muszę przyznać, że Lema jest fantastyczną matką-cierpliwą, oddaną i pogodną. Bardzo lubię patrzeć jak bawi się z maluchami, wylizuje, łagodnie łapie zębami za głowy, przewraca szczeniaki brzuchem do góry i zabiera im zabawki-dyscyplinuje jednym słowem, ale też jest w tym ogrom ciepła i matczynej czułości.

Maluchy więcej jedzą, a co za tym idzie…no tak, trudno nie przyznać, że zbieranie kup jest naszą codziennością i jest tego coraz więcej. Niewyspana i nieprzytomna potrafię wywąchać szczenięcą kupę wszędzie. Choćby ukryła się przede mną w najciemniejszym kącie. Wspominałam już wcześniej, że jestem naczelnym „gównologiem” w rodzinie, to ja najczęściej sprzątam ogród z psich kup. Teraz jednak cała nasza trójka wykazuje w tej dziedzinie znaczną aktywność.

Jednym słowem: Drodzy Przyszli Właściciele Naszych Maluchów-czekamy na Was z utęsknieniem 🙂 …To rzecz jasna żart, bo z każdym przytuleniem i dotknięciem ciepłego małego noska nasze serca topnieją natychmiast i nie będzie łatwo oddać ten nasz przychówek .

A propos oddawania maluchów-nad naszą niebieską dziewczynką zwaną Blusią zebrały się ostatnio ciemne chmury, choć mam wrażenie, że niebo nad małą zaczyna się cudownie przecierać . Bo z czego składa się pies, zapytam ? Powiecie: z uszu, ogona i z nosa. A ja wam powiem, że pies składa się też z uczuć i emocji, a mój pies to moje uczucia i emocje. Moja miłość, moje nieprzespane noce, moje spacery i moje wystawy. Moje na nich sukcesy i porażki

Jak się to wszystko dobrze skończy, a mam nadzieję, że tak będzie, na pewno, tak będzie , wtedy napiszę jak to było z Blusią. Z Moją Blusią, Naszą Blusią , cudowną małą rodezyjską dziewczynką.

Dobrej Nocy

5.09.2020

To już ostatni wpis w dzienniku….Maluchy wyjeżdżają do nowych domków(wierzymy ,że najlepszych), a nasze serca trzepoczą jak motyle skrzydła przy pierwszych kroplach deszczu. Jeszcze ostatnie pocałunki, ostatnie przytulenia, łzy zlizane delikatnym języczkiem . Pomimo ogromnego zmęczenia oddajemy je z bólem, są ufne, kochają ludzi i są na nich bardzo otwarte. To już ten moment aby wpaść w objęcia nowych właścicieli i zniewolić ich serca.

Zostają z nami do przyszłego tygodnia różowa i niebieska dziewczynka. Dwaj chłopcy, którzy jadą hen daleko będą z nami do drugiej połowy października, czeka nas sporo pracy i wyrobienie eksportowych rodowodów. No i zostaje z nami Lorna….ale to już będzie inna opowieść

       

Certyfikaty


Copyright 2024. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Napisz do nas

Ginger Ridge ma dwójkę wspaniałych założycieli - Lemę i Labone. Gorąco zachęcamy do poznania historii każdego z nich.